main graphic

main graphic

Obchodziliśmy kilka dni temu uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Jednym z ulubionych obrazów na to święto jest obraz Niepokalanego Poczęcia. To właśnie dzięki temu, że Maryja została zachowana od grzechu pierworodnego, nie podzieliła losu wszystkich grzeszników, jakim jest grób, ale z duszą i ciałem została wzięta do nieba.

W teologicznym wyrażeniu tej prawdy malarze często sięgali po potężny obraz Niewiasty obleczonej w słońce z Apokalipsy św. Jana (zob. Ap 12, 1): „Potem wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu”.

Wewak, Papua Nowa Gwinea

Najbardziej lubię niedziele. Odkąd sięgam pamięcią, był to zawsze święty dzień tygodnia. Zakładaliśmy wówczas "niedzielne" ubrania, był lepszy, wspólny obiad i długi spacer. Czas płynął inaczej. Nie trzeba było się spieszyć, bo wszystko zostało zrobione lub dopiero czekało na zrobienie. Co innego było wtedy ważne.

Polska nazwa tego dnia mówi, żeby "nie-działać" i dzięki temu coś odkryć, doświadczyć czegoś innego niż zwykle. Nagle codzienność ma szansę dostać nowego blasku, nabrać swoistej lekkości. Może dlatego niedziela po angielsku i niemiecku to Dzień Słońca (Sunday, Sonntag).

W pojawieniu się Mojżesza i Eliasza podczas Przemienienia na górze Tabor jest aspekt, o którym wspomina się rzadziej. Otóż, ich pojawienie się musiało spełniać w czasach Pana Jezusa elementarne wymagania logiki. Według ówczesnych poglądów na życie pozagrobowe, człowiek w momencie śmierci rozpadał się na proch, który pozostawał na ziemi, i na ducha, który był darem Bożym ożywiającym materię (por. Koh 12, 7). Co pozostawało? Jakiś bliżej nieokreślony cień, który wiódł życie smutne i ponure gdzieś w podziemnym królestwie zmarłych, gdzie święci przebywali razem z grzesznikami, i skąd już wyjścia nie było (por. Ps 88, 11-13). 

Jeżeli chodzi o Mojżesza, to sprawa jest dużo bardziej skomplikowana.

Dość spora grupa uczniów wyrusza w drogę, żeby nieść dobrą nowinę wszędzie tam, gdzie Jezus zamierza przyjść. A On zamierza przyjść wszędzie, do każdego miejsca, do każdej ludzkiej historii. Zadanie owych siedemdziesięciu dwóch jest wciąż aktualne. I bez przesady można powiedzieć, że każdy może się w tej grupie odnaleźć.

Zadanie, które Jezus zleca swoim słuchaczom, uczniom generalnie, dość dobrze odpowiada ludzkiej naturze. Człowiek lubi być posłańcem, lubi przekazywać wiadomości, które dla potencjalnego słuchacza są czymś nowym, nieznanym. Problemem jest nie tyle zdolność do przekazania, ile raczej charakter przekazywanej treści.

Chciałem podzielić się pewną ciekawostką – koptyjską ikoną Zesłania Ducha Świętego. Jak zwykle rzeczy ciekawe znajdujemy dzięki jakiemuś zbiegowi okoliczności. I w tym przypadku nie było inaczej.

Już około dwóch lat temu siostry Służebnice Ducha Świętego z Irkucka spytały mnie, czy nie znam jakiejś ikony, która wyrażałaby ideę jedności. Ja im poleciłem wtedy ikonę, którą stworzył pewien hiszpański kapłan w Sankt Petersburgu. Nazywa się ona „Przez Ciebie jedność” i przedstawia Matkę Boską Fatimską. Siostry jednak nie zdecydowały się na ten wariant i po dwóch latach rozmowa powróciła.

Spośród tysięcy sanktuariów maryjnych rozsianych po całej ziemi wybrałem to, w którym doświadczyłem Boga na sposób ciała, czyli Boga bliskiego człowiekowi. Santa Maria Maggiore (Sanktuarium Matki Bożej Większej) w Rzymie stało mi się bliskie szczególnie w latach 2000- 2004, kiedy studiowałem w tym mieście na Papieskim Uniwersytecie Salezjańskim. Usytuowane w pobliżu Termini, głównej stacji kolejowej Rzymu, sanktuarium to ma chyba najbardziej korzystne połączenie i daje szansę tysiącom pielgrzymów do odwiedzenia tego świętego miejsca. Z obowiązku i tradycji jest ono na szlaku każdego pielgrzyma, który pragnie oddać cześć i zawierzyć swoje życie Maryi, Matce Jezusa.

Przeglądaj wg autorów

NEWSLETTER

Chcesz otrzymywać powiadomienia o najciekawszych tekstach?