main graphic

main graphic

Ciekaw jestem, czy hasło „Ochrzczeni i posłani” jest w stanie poruszyć serce przeciętnego katolika? W społeczeństwach tradycyjnie katolickich, do jakich należy Polska, nie jest niczym niezwykłym. Prawie wszyscy zostali ochrzczeni w dzieciństwie, przez co fakt chrztu - czyli początku naszej wiary - znajduje się zupełnie poza naszą świadomością. Jedyne, co możemy zrobić, to zbudować w sobie świadomość człowieka ochrzczonego.

Proszę mnie źle nie zrozumieć. Ja nie jestem przeciwko chrzczeniu małych dzieci. Raczej chcę zwrócić uwagę, że jako dorośli ludzie niezbyt często w naszym duchowym życiu odwołujemy się do tego faktu, że jesteśmy ludźmi ochrzczonymi. Częściej mówimy o sobie, że jesteśmy ludźmi wierzącymi lub że chodzimy do kościoła.

W życiu wielu ludzi wielką rolę odgrywa również „nawrócenie”, kiedy ożywa nasze życie duchowe, bądź „powołanie” - przy czym nie tylko do kapłaństwa, czy zakonu, ale do jakiejś formy życia czy działalności w Kościele.

No, ale hasłem miesiąca misyjnego jest jednak kwestia chrztu i posłania, po misyjne posłanie jest konsekwencją chrztu właśnie. I warto odkryć w sobie siłę tego pierwszego sakramentu, którego większość z nas nie pamięta, ale który jest przecież ciągle początkiem naszej wiary i przez który zostaliśmy włączeni w Chrystusa.

Pozwólcie, że podzielę się pewnym ciekawym świadectwem, które zasłyszałem w ojczyźnie papieża Franciszka, w Argentynie, gdzie często w katechezach i w przepowiadaniu powraca kwestia chrztu, jako fundamentalnego momentu naszego życia chrześcijańskiego. Otóż pewien mężczyzna w średnim wieku opowiadał, że niezbyt często chodzi do kościoła. W pewnym momencie jego kolega z pracy zaprosił go na wieczorne spotkanie w parafii. Zaczął mu opowiadać, że to są bardzo ciekawe spotkania i że z pewnością nie pożałuje, żeby chociaż raz przyszedł i popatrzył. Okazało się, że obietnice nie były puste. Nowemu adeptowi spotkania spodobały się i zaczął chodzić na nie regularnie, co tydzień. Ale ponieważ wcześniej nie był gorliwym wierzącym, więc trochę się tego nowego zainteresowania wstydził, nawet przed żoną. No i zaczęło się: „Moja droga, ja dziś później przyjdę, bo muszę zostać w pracy”, albo „Oj, przyszedłem późno, bo korek był”.

Regularność spóźnień zaczęła niepokoić żonę, co doprowadziło do napięć w małżeństwie. Sytuacja stawała się nieznośna. Biedna żona cierpiała. Mężczyzna postanowił coś z tym zrobić. „Po kolacji zostaliśmy z żoną przy stole - opowiadał nam mężczyzna - i wtedy jej powiedziałem...”.

Tu trzeba zawiesić opowiadanie, bo w takiej sytuacji każdy sobie może już sam dopowiedzieć, co jej mąż powiedział. Oczywiście wyjaśnił przyczynę swoich spóźnionych powrotów. Może tak i było, ale nam przekazał to w innych słowach: „I wtedy ja jej powiedziałem, jakie są obowiązki ochrzczonego!!!”.

Słuchający tego świadectwa, uśmiechnęli się. Do dzisiaj wspominam z podziwem i rozrzewnieniem tego człowieka. Był on tak przejęty odkryciem swojego chrztu, że już nie bawił się w wyjaśnienia, tylko od razu przeszedł do sedna sprawy, czyli do głoszenia Dobrej Nowiny. Nie była to już „Dobra Nowina dla początkujących”, zawierająca się w słowie „uwierz”, lecz „Dobra Nowina dla zaawansowanych”, której hasłem jest „głoś!” oraz „dziel się wiarą!”.

Taki właśnie jest obowiązek każdego ochrzczonego i ochrzczonej.We chrzcie stajemy się własnością Chrystusa, który odkupił nas swoją Krwią Przenajświętszą, stajemy się „Jego ludem i owcami Jego pastwiska” (Ps 95, 7). Tę przynależność deklarujemy szczególnie przy odnowieniu obietnic chrzcielnych w czasie Wigilii Paschalnej, kiedy wyrzekamy się szatana, grzechu i wszystkiego, co do grzechu prowadzi i zaraz potem wyznajemy naszą wiarę w Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego oraz w Kościół święty i główne prawdy wiary.

Nasze nowe życie w Chrystusie nie może być talentem zakopanym w ziemi. Jak każde życie, ono daje wzrost, którego ukryć już nie można. Tak rodzi się posłannictwo głoszenia Dobrej Nowiny – głoszenia życiem i słowem.

Dariusz Pielak SVD
blog comments powered by Disqus
0
0
0
s2smodern