main graphic

main graphic

Wigry, Polska

Ludzie od zawsze chcieli być razem. Nie tylko dlatego, że tak było bezpieczniej, ale po to, by pogłębiać poczucie przynależności, odkrywać kim się naprawdę jest. Gromadzili się wokół ogniska, aby snuć opowieści i przywoływać dawne wydarzenia, które stawały się teraźniejszością. To wieczorne zgromadzenie urastało do rangi ceremoniału, swoistego sakralnego przeżycia. Dzieci wtulone w ramiona matek lub starszych sióstr z wypiekami na twarzy (wcale nie od ognia) chłonęły przekaz tradycji, mądrości i fascynującej tajemnicy. Dorośli coraz bardziej tworzyli wspólnotę, nabierali godności i stawali się gotowi do heroicznych czynów. Do dziś tak się dzieje w społecznościach pierwotnych.

My ognisko zastąpiliśmy stołem. Dlatego wielkim nieporozumieniem jest traktowanie go jako jednego z elementów wyposażenia naszych domów i mieszkań. Stół, to coś więcej niż mebel, na którym można ustawić talerze i położyć jedzenie. To oś spraw najważniejszych; przestrzeń celebracji wspólnoty, dzielenia marzeń i ambicji, leczenia ran. Stół, jak niemy świadek, pokazuje prawdę o naszym życiu i o naszych relacjach. Czasami jest zaniedbany, wepchnięty pod ścianę, używany jako składowisko różnych rzeczy. W ten sposób traci swoją niepowtarzalność. Na szczęście nie zawsze tak jest.

To zdjęcie zrobiłem w byłym klasztorze kamedułów na Wigrach. Urzekło mnie delikatne światło wpadające do wnętrza, pastelowe kolory i zastawiony stół. On najbardziej przykuł moją uwagę. Może dlatego, że siedział przy nim papież Jan Paweł II, gdy gościł w tym miejscu przez trzy dni w 1999 roku. Mimo że od tamtego czasu upłynęło wtedy 18 lat czułem, że duch tamtego spotkania pozostał. Można odnieść wrażenie, że za chwilę przyjdą, usiądą dookoła, naleją sobie kawy i będą raczyć się rozmową, która nie będzie zwykłą kurtuazją, ale dotknie samego sedna spraw istotnych. A może będą żartować jak ludzie, którzy rozumieją wiele i mają zdrowy dystans do siebie. Albo będą milczeć, bo słowa nie zawsze są potrzebne. I to wszystko wokół tego konkretnego stołu, który nie jest już meblem, a staje się zwornikiem.

Zawsze zdumiewało mnie to, że stół przykrywa się białym obrusem. Dlaczego białym? Przecież tak łatwo go zabrudzić nieuważnym gestem czy jakimś rozkojarzeniem. I wtedy czujemy się niezręcznie i zażenowani. A może właśnie dlatego wybieramy taki kolor, byśmy uczyli się uważności, byli delikatni i nie ranili się nawzajem.

Biały obrus oznacza też święto, coś wyjątkowego. I nic dziwnego. Zasiadając do stołu, realizujemy nasze odwieczne pragnienie bycia razem. Swoimi korzeniami sięga ono nie tylko pierwotnego doświadczenia gromadzenia się przy ognisku, ale idzie dalej − poza czas. Idzie do samego Boga, który stworzył nas na swój obraz. A przecież On jest RAZEM, jest Wspólnotą. I stąd, zapewne, ta tęsknota.

Andrzej Danilewicz SVD
blog comments powered by Disqus
0
0
0
s2smodern